Dach budynku posiadał wiele koszy oraz wole oko. Trudność wykonania pokrycia polegała na tym, że wiązanego kosza i wolego oka jeszcze nie kryliśmy.
Wole oko i przewiązane kosze
Dach budynku posiadał wiele koszy oraz wole oko. Trudność wykonania pokrycia polegała na tym, że wiązanego kosza i wolego oka jeszcze nie kryliśmy. Inwestor i projektant wiedzieli o tym, lecz pod czujnym okiem kierownika budowy oraz projektanta pozwolono nam to wykonać. Jak widać na zdjęciach, wyszło nam to bez zarzutu.
Na inwestycję trafiliśmy przez ogłoszenie prasowe. Okazało się, że dała je firma „dekarska”, której pracownicy nie umieli nic poza układaniem papy i montowaniem rynien PCV. Firma ta „złapała robotę”, ale zlecenie okazało się dla nich za trudne, więc zmuszeni byli szukać podwykonawcy. Nie uśmiechała się nam wprawdzie taka rola, ale gdy pracy brak...
Dom zaprojektowała pracownia architektoniczna „Chatka”. Notabene nasze wykonawstwo tak przypadło do gustu architektom z „Chatki”, że w roku kolejnym zaowocowało nowym zleceniem.
Zaufanie i współpraca
Pracownia zaprojektowała w Łasku dom jednorodzinny o niespotykanym planie zabudowy, kryty w łuskę dachówką karpiówką koloru grafitowego marki Koramic. Dach budynku był mocno rozczłonkowany i skomplikowany, z wieloma koszami oraz wolimi oczkami. Zadanie niełatwe, ale ciekawe. Jego trudność polegała przede wszystkim na tym, że wiązanego kosza i wolego oka jeszcze nie układaliśmy. Nie kryliśmy tego przed inwestorem i projektantem, ale oni zaufali nam: pod czujnym okiem kierownika budowy, projektanta i inwestora zadanie wykonaliśmy – jak widać na zdjęciach, z dobrym skutkiem. Ściśle współpracowaliśmy z projektantem, służył nam pomocą i radą, wspierał nas w trudnych chwilach, ale i słuchał naszych uwag. Każdy szczegół wolego oka, kosza, każdą obróbkę blacharską omawialiśmy tyle razy i tyle razy ćwiczyliśmy, aż efekt zadowalał wszystkich. Sam dach to jak zwykle: folia, kontrłaty, łaty, pas podrynnowy (wykonany z płytek Struktonit, imitujących łupek naturalny), następnie rynna PCV i pas nadrynnowy z blachy, pokrycie z karpiówek.
Nie święci garnki lepią
Dach kryliśmy sukcesywnie, wole oko zostawiając na koniec. Pierwszy kosz o spadku 27° mógł być pokryty w wersji przewiązanej karpiówką, ale z dwóch powodów nie zrobiliśmy tego: nie mieliśmy do dyspozycji dachówek klinowych, a kosz był posadowiony zbyt nisko(3 m). Tak niskie położenie kosza ze szparami między warstwami wyglądało na partacką robotę. Z żalem – naszym i inwestora – pokryliśmy ten kosz na nokach. (Noki to elementy z blachy, leżące pod każdym rzędem dachówek). Pod względem estetycznym było to i tak rozwiązanie lepsze niż kosz z blachy.
Na wzmiankę zasługuje też trzeci, nierównoramienny podwójny kosz na facjacie. Wymagał on obróbki blacharskiej z grzbietem w koszu, aby nie dopuścić wody z połaci o większym kącie na prawie płaski dwuspadowy dach lukarny. Najtrudniejsze było jednak dopiero przed nami wole oko. Przyznam się, że obawiałem się tego elementu, nigdy go nie kryłem, za to sporo o nim słyszałem od innych dekarzy. Te opowieści nie nastrajały mnie optymistycznie. Jako że wiedziałem, czego się podejmuję, nawet do głowy mi nie przyszło zrezygnować. Przy wolim oczku (a i przy koszach również) sporo pomogła nam książka „Technika układania dachówki karpiówki” (Wyd. PCB), która opisuje wszystkie możliwe warianty i detale dachu krytego karpiówką. Jak już wspomniałem, projektant i inwestor zaufali naszej ekipie, a i chłopaki z firmy byli nastawieni optymistycznie. Jak twierdzili „Teoretycznie już umiemy, a praktycznie potrenujemy i zrobimy”.
Efekt prac widać na zdjęciach. Nasze zadanie wykonaliśmy „podręcznikowo”, dokładnie według zaleceń wspomnianej książki (wprawdzie przedstawione wole oko nie miało dokładnie zalecanych proporcji co do wysokości i powierzchni połaci, ale odchyłka mieściła się w granicach dopuszczalności).
Wole oko czyni dekarza
Chciałem jedynie przedstawić swój stan ducha przed tak poważnym zadaniem, jak krycie wolego oka. Moim zdaniem jest to jeden z najtrudniejszych elementów dachu. W tym miejscu można by się pokusić o aforyzm typu „Wole oko czyni dekarza”, ponieważ moim zdaniem jest to chrzest bojowy prawdziwego fachowca. Muszę jednak podkreślić, że bez współpracy projektanta i pomocy moich pracowników nie byłoby tego artykułu.
Zobacz w PDF


