Budynek kaplicy nie był remontowany od momentu jej wybudowania, tj. od końca XIX w. Ośmioboczny budynek kaplicy stoi na planie koła wewnętrznego.
Budynek kaplicy nie był remontowany od momentu jej wybudowania, tj. od końca XIX w. Ośmioboczny budynek kaplicy stoi na planie koła wewnętrznego. Dach pierwotnie pokryty był dachówką karpiówką, która z biegiem lat uległa takiemu zniszczeniu, że pokrycie należało w całości wymienić na nowe. Podobnie było z konstrukcją dachu.
Ewangelicko-augsburska kaplica pw. Św. Mateusza w Łodzi przy ul. Ogrodowej 43 to budynek w kształcie foremnego ośmioboku, zbudowany na planie koła wewnętrznego o wymiarach osiowych 9,91–11,83 m i wysokości 14,20 m. Ściany budowli wykonane są z cegły i mają różną grubość w zależności od kondygnacji: w piwnicach wynosi ona 74 cm, na parterze 58 cm i na poziomie dachu 44 cm. Od wewnątrz ściany kaplicy pokryte były metalową siat-ką, otynkowaną, zawieszoną na krążynach z desek.
Remont był niezbędny
Konstrukcja dachu była w bardzo złym stanie technicznym i wymagała kompletnej wymiany. Ponieważ czasza stropowa nad kaplicą była ściśle połączona z konstrukcją dachu, a stan techniczny czaszy także nie był najlepszy, to i ona została wymieniona. Na zwieńczeniu latarni znajdował się drewniany krzyż, także bardzo zniszczony – oczywiście zastąpiliśmy go nowym.
Remontowany dach miał powierzchnię ok. 100 m2. Następnie na murach wieńczących postawiono nową więźbę dachową wieży, wykonaną zgodnie z projektem konstrukcyjnym. Do dolnych krokwi zamocowano stalowe wieszaki, na których zawieszono czaszę sklepienia kaplicy. Czaszę wykonano z żywicy epoksydowej na siatce z włókna szklanego.
Na przedłużeniu środkowego słupa znalazł się krzyż w obejmie stalowej, do której przymocowano go śruba-mi. Ściany boczne latarni wykonano ze sklejki wodoszczelnej, oszalowanej deskami. Wszystkie drewniane elementy zabezpieczono przed korozją biologiczną i działaniem ognia.
Ręczny transport dachówek
Przystępując do prac pokrywczych miałem już gotowe łacenie na dachu wieży, zrobione przez cieślę, lecz nadal do zrobienia pozostało łacenie latarni. Należało również osadzić krzyż i wykonać obróbki wokół niego. Na obróbki blacharskie przewidziałem blachę tytanowo - cynkową. Nowe pokrycie ułożono z dachówek karpiówek produkcji firmy Wiekor Pokrycia Dachowe.
Wykonanie powyższych prac nie stanowiło problemu, podczas prac nie pojawiły się „niespodzianki”, mogą-ce utrudnić roboty. Najgorszą za to, wręcz katorżniczą pracą było transportowanie dachówek na miejsce ich montażu. Odbywało się to ręcznie, przy pomocy liny z supłami i wiader. Szło to bardzo mozolnie. Na innym dachu bez specjalistycznej wciągarki i wózka łatowego na pewno bym się tego nie podjął.
Dachowa mitologia
Gdy wszystkie roboty były już na ukończeniu i zdemontowano rusztowania, zamontowaliśmy rynnę nad wejściem do kaplicy. Kierownik budowy zauważył, że na jej końcach powinny znaleźć się ozdobne rzygacze, które upiększyłyby wejście do świątyni. Wykonanie takiego elementu było dla mnie wprawdzie rzeczą całkowicie nową, lecz nie myślałem rezygnować tak łatwo.
Po pierwsze, brakowało mi wzoru – nie wiedziałem, na czym mam się wzorować przy wykonywaniu takich ozdobnych rzygaczy? Przyszło mi na myśl, że takie elementy widziałem na grobowcu łódzkiego fabrykanta Scheiblera. Ale proste ich skopiowanie byłoby pójściem po linii najmniejszego oporu.
Wspomniane rzygacze obfotografowałem więc jedynie ze wszystkich możliwych stron. Dalej zastanowiłem się, jaka figura geometryczna pozwoli wykonać paszczę ryby. Umyśliłem sobie bowiem, że rzygacze powinny nawiązywać w jakiś sposób do funkcji budynku. Są więc one paszczami ryb z podziemnej rzeki Styks, przez którą Charon przewoził dusze zmarłych.
Wykonałem dolną i górną szczękę, oczy z haorki (jest to element w rodzaju kapsla z butelki), a połączenie rynny z pyskiem zasłoniłem wachlarzem. Całość rozebrałem, części rozlutowałem, a następnie wykonałem szablony.
Teraz oba końce rynny zdobią rybie pyski. Jestem z nich dumny, tym bardziej, że od początku do końca wykonałem je własnoręcznie (mimo że z pomocą zaoferował się mój ojciec, który swoją karierę zaczynał w ter-minie u blacharza w roku 1934).
Zobacz w PDF


