Zgodnie z rytmem przemian stylowych w sztuce rozwijał się ceramiczny detal zdobniczy dachów.
Ceramiczne pokrycia budowli zabytkowych, cz. 2
Zgodnie z rytmem przemian stylowych w sztuce rozwijał się ceramiczny detal zdobniczy dachów. Popularne w antyku akroteriony i maski zastąpiły stylizowane gotyckie pąki, liście, tzw. żabki, analogiczne do dekoracji snycerskich czy rzeźbiarskich, wykonywanych w kamieniu. Ponadto zaczęto barwić tez same dachówki.
Metal, ceramika, łupek, drewno
Dachówka ceramiczna ceniona była w średniowieczu podobnie jak w epoce starożytnej. Jej wysoka ranga odzwierciedlała niejako późnośredniowieczną hierarchię społeczną. Wśród pokryć dachowych najwyżej ceniono metalowe (stosowano kosztowny, ale trwały i pewny ołów), następnie ceramiczne, kamienne (z łupków), następnie gontowe i słomiane. Wielki historyk, a zarazem fundator licznych budowli sakralnych, Jan Długosz opisując stary trzynastowieczny kościół w Szczepanowie, rodzinnej miejscowości biskupa krakowskiego i męczennika św. Stanisława narzekał najpierw na to, że był on ubogi, zniszczony i – o zgrozo – drewniany (co przynosiło wstyd całemu narodowi Polskiemu). Następnie szczycił się tym, że wzniósł nowy, z cegły, kryty dachówką. Sam materiał przynosił chwałę świętemu męczennikowi, jak również oczywiście fundatorowi świątyni.
Trzeba jednak przypomnieć, że w krajach przyłączonych do cywilizacji łacińskiej w X wieku (Polska, Czechy, Węgry) i szerzej w Europie Środkowej i Wschodniej w budownictwie, w tym i w pokryciach dachów, dominowało drewno. Tak miało być po schyłek wieku XIX. Kamienne i ceglane (generalnie z lepszym pokryciem dachowym) były jedynie najważniejsze budowle, np. obronne, reprezentacyjne i sakralne. W końcu XV w. na terenie całej diecezji krakowskiej – wiodącej pod wieloma względami w Królestwie Polskim – tylko w jednej jedynej prepozyturze wiślickiej więcej było kościołów murowanych niż drewnianych. Na dodatek trzeba tu wziąć pod uwagę, że część budowli murowanych kryto gontem, natomiast drewniane kościoły i domy nie bywały zwykle kryte dachówką ceramiczną.
Średniowieczny dach stromy
Wróćmy jednak do średniowiecznych dachów. Innowacje, jakie ujawniły się na dachach średniowiecznych w stosunku do czasów starożytnych nie ograniczały się tylko do kwestii pokrycia. W Europie na pół-noc od Alp panuje bowiem odmienny klimat i odmienne są warunki budowania. Inne zatem były – szczególnie w późniejszym średniowieczu – proporcje dachów w krajach o dużych opadach, szczególnie zaś tam, gdzie zjawiskiem normalnym był śnieg. W XII i XIII w. pojawił się i szybko rozpowszechnił gotycki dach siodłowy o ogromnej, w zasadzie płaskiej i prostej powierzchni, kryjącej skomplikowaną konstrukcję drewnianą.
Wraz z pojawieniem się i rozwojem gotyku stromy dach stał się istotnym elementem wpływającym na odbiór estetyczny budowli. Wpływał też na odbiór zespołu klasztornego czy zespołu miejskiego, dominując nad nim wyraźnie. Przyjrzyjmy się panoramie średniowiecznego miasta. Oto Gniew – zachowane zasadniczo w średniowiecznych proporcjach miasteczko na terenach dawnego Państwa Zakonnego Krzyżaków (fot. 3).
Do dziś jaśnieją nad nim czerwone dachy zamku, kościołów, kamienic. Kiedyś było tak w całej Europie na pół-noc od Alp: w Norymberdze, Lubece (fot. 4), Bourges czy Wilnie (fot. 5)
Wywołało to oczywiście konsekwencje estetyczne i artystyczne. Inaczej niż w klasycznym antyku: już nie fryzy, kalenice, akrotery, ale połacie dachu i ich szczyty przy-ciągają uwagę budowniczych i fundatorów
Z tego właśnie względu wielka połać dachu była w Eu-ropie średniowiecznej i renesansowej traktowana jak karta, na której należało wykonać dekorację, ornamentalną lub z motywami, heraldycznymi, hierogramami czy symbolami chrześcijańskimi – wszystko w zależności od przeznaczenia i rangi budowli oraz osoby jej fundatora czy gestora. Służyły do tego barwne, glazurowane (lub angobowane) dachówki. Badania archeologiczne pro-wadzone w różnych miejscach i analizy materiału ikonograficznego dowodzą, że najważniejsze dachy europejskich świątyń gotyku, zamków, ratuszów i budowli użyteczności publicznej były kolorowe (fot. 6). Dobrym przykładem jest zachowany do dziś średniowieczny szpital w burgundzkim Beaune. Jego dach charakteryzuje się efektowną kompozycją kolorystyczną (fot. 7, 8, 9).
Nowoczesna technika i powrót do klasyki
Epoka nowożytna przyniosła dalsze unowocześnienia w produkcji dachówek, w tym obrotowy piec do ich wypału. Pojawiają się nowe odmiany. Powstaje tu jednak problem terminologiczny. Otóż te same odmiany dachówki bywają rozmaicie nazywane w różnych krajach, regionach czy też u różnych autorów. Po staremu wykorzystywane są dawne odmiany dachówek, o starożytnej jeszcze genezie (przede wszystkim karpiówka i mnich-mniszka – fot. 10)
Z typów nowych, lecz stosowanych powszechnie mamy dachówkę klasztorną (spojone kształty mnicha i mnisz-ki – fot. 11), esówkę (fot. 12), dachówkę holenderską, marsylską (tzw. marsylkę – fot. 13) i wiele innych. Dochodzi do tego dachówka zakładkowa (zwana falcowaną), o kształcie generalnie prostokątnym, lecz o różnych typach, uformowaną tak, że jej profile zachodzą na siebie w pewnym zakresie.
Zmienił się też sposób układania karpiówek. Do układu w rybią łuskę (fot. 14) doszły układy bardziej złożone i dekoracyjne, np. w tzw. koronkę (fot. 15)
Dzieje się to w okresie, kiedy „renesans” przeżywa dach w typie antycznym, czyli dach o małym spadku. Ale szybko pojawiają się nowe odmiany, np. dach mansardowy. Dachy te kryto różnymi materiałami, często dachówką ceramiczną.
Wraz z postępem naukowo-technicznym w nowożytnej Europie szybko rozwija się produkcja dachówek. W XIX w. zbiega się to z panowaniem historyzmu w architekturze i szeroko zakrojonymi badania-mi jej dziejów. Razem z historyzmem i jego neostylami mamy nawrót do historycznych kształtów i dużego urozmaicenia odmian dachówek, czerpiących z koncepcji greckich, rzymskich, gotyckich itd. Postępowano tak w przekonaniu, że wszystko co można było wymyślić, już wymyślono oraz że imitowanie dawnych stylów jest powinnością architekta i budowniczego. Wracają również szeroko stosowane dachówki glazurowane, pojawiają się dachy o efektownych wzorach. Jednym z do-brych przykładów jest kościół katedralny w Legnicy na Śląsku (fot. 16)
Tęsknota za niepowtarzalnością
Ten mający imitacyjny charakter trend w epoce secesji i modernizmu (na przełomie wieku XIX i XX) przekształca się w działalność twórczą. W secesji belgijskiej, hiszpańskiej, węgierskiej czy austriackiej barwne i różnokształtne dachówki i elementy dekoracyjne pokrycia dachów odgrywają ogromną rolę.
Przez cały wiek XIX i XX trwają dyskusje i spory doktrynalne w zakresie konserwacji dzieł architektury. Wyraziste i przeciwstawne stanowiska konserwatorów i teoretyków konserwacji Eugeniusza Viollet le Duca, Johna Ruskina oraz ich kontynuatorów i następców, wywierają silny wpływ na praktykę konserwatorską
Pokrycia dachowe, ich stan, rekonstrukcje i twórczość projektowa w tym zakresie pozostają jednak na marginesie tych zagadnień; ich problematyka jest pochodną innych, szerszych spraw.
W czasach współczesnych daje się zauważyć brak analiz estetycznego oddziaływania dachu zabytkowej budowli, pokrytego nowym (współczesnym) materiałem ceramicznym, często układanym na nowej konstrukcji. A przecież nowy, idealnie równy dach z perfekcyjnie wykonanej i ułożonej dachówki stanowi – przynajmniej do czasu, kiedy pokryje się patyną i zanieczyszczeniami – poważny dysonans wobec zabytkowych murów kościoła, kamienicy czy zamku (fot. 17)
Zagadnienie to widzę per analogiam do dachów wykonywanych z gontu i do tynkowanych elewacji zabytkowych lub ceglanych. Fascynacja maszynowo ciętym gontem minęła już chyba bezpowrotnie, przynajmniej jeśli idzie o budowle zabytkowe klasy kościoła św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim. Gont łupany siekierą wraca do łask. Podobnie na fasadach nie wymienia się starej cegły na nową, nie wyrównuje się ściany (również we wnętrzach). Nowy tynk kładzie się „z krótkiej packi” – jak to określają starzy fachowcy. Jego powierzchnia jest zatem rozwibrowana, pojawiają się drobne, ale smakowite efekty fakturalne i światłocieniowe.
Tego brakuje naszym dachom zabytkowych budowli, krytym produkowaną systemem przemysłowym dachówką klasztorną, esówką, karpiówką, czy mnichem-mniszką (fot. 18).
Sprawa ma swój aspekt finansowy (koszt produkcji zróżnicowanej dachówki jest oczywiście większy) i realizacyjny. Ale moim zdaniem istota zagadnienia leży w sferze świadomości inwestorów, użytkowników, odpowiednich służb państwowych i kościelnych.
Na zakończenie chciałbym więc wyrazić nadzieję, że w przyszłości refleksja historyczna i estetyczna będzie wpływała na działania konserwatorskie w za-kresie ceramicznych pokryć dachowych. Jeżeli wnioski zostaną wyciągnięte, a potrzeby określone, znajdą się z całą pewnością również możliwości realizacyjne. Przedstawiciele przemysłu materiałów budowlanych twierdzą, że w dzisiejszych nowoczesnych wytwórniach można zrobić wszystko.




